New Year = New York / Nowy Rok = Nowy Jork / Neues Jahr = New York

New Year = New York – ich lade Euch heute erstes Mal nach New York ein und es ist er ein Anfang…..also sei vorbereitet das Jahr 2014 fängt es richtig an !!! Auf dem Foto ein Hammer Blick von dem Empire State Building in Midtown Manhattan (Fifth Avenue  zwischen der 33. und 34 Street), im Hintergrund Chrysler Building (405 Lexington Avenue, Ecke 42 Street) in voller Pracht !!!

Nowy Rok = Nowy Jork – zapraszam Was dziś pierwszy raz do Nowego Jorku i to jest dopiero początek…..tak więc szykujcie się, rok 2014 dopiero się zaczyna !!! Na zdjęciu genialny widok z Empire State Building w Midtown Manhattan (Fifth Avenue pomiędzy ulicą 33 i 34), w tle Chrysler Building (405 Lexington Avenue, narożnik 42 ulicy) w pełnej krasie !!!

New Year = New York – I would like to invite you first of all to New York and it’s a beginn…..please enjoy this ride with me, it’s a new year 2014 !!! On the picture above a great view from the Empire State Building in Midtown Manhattan (Fifth Avenue between 33. and 34 Street), im background Chrysler Building (405 Lexington Avenue, corner 42 Street) in all splendor !!!

Ein genialer Blick der anderen Inselseite aus Brooklyn – bitte schauen Sie die Brooklyn Bridge und die zweite Brücke ist die Manhattan Brücke = beide am East River !!!

Absolutnie boski widok drugiej strony wyspy z Brooklinu – przedstawiam Wam Brooklyn Bridge (Most Brookliński) i drugi most Manhattan Bridge (Most Manhattański) = oba położone nad rzeką East River !!!

A great view of the other side of the Island from Brooklyn – let me show you the Brooklyn Bridge and the second bridge is the Manhattan Bridge = both on the East River !!!

Meine Liebe zu New York City hat schon im Jahre 1997 angefangen, in einer Epoche, wo man keine Computer und keine Handys hatte, wo man nur eine Karte in der Hand hielt und hat es trotzdem geschafft dahin zu fahren. Ich wolle eigentlich nie nach New York und in die USA überhaut nicht. Damals in den 90-iger hab ich Nord Amerika und Nordamerikaner fast gehasst. Ich hatte aber meine negative Meinung nur auf im TV gesehenen Filmen und auf TV Nachrichten gebaut, wo ich dachte, die Amerikaner haben keine “richtige” Geschichte, wie wir Europäer, alle tragen Waffen und fressen Bürger & Co und leben in nur einem Klischee. Bis dahin war ich nicht dort, hab keine Amerikaner kennengelernt und hab trotzdem behauptet, sie zu kennen. Na tja, Amerika war einfach nicht auf meiner Besichtigungsliste. Aber wie so im Leben oft ist, mein Weg hat mich doch nach Amerika geführt und zum Glück für mich, ich habe es im 1997 nicht abgelehnt, eher nach dem Motto, wenn sich so eine Gelegenheit ergibt, dann doch zugreifen. Ich hab´s getan und bin nach Chicago geflogen. Das war mein erster Flug überhaut und kein schlechter Anfang für so eine Amerika-Anfängerin wie ich. Von Chicago her ging´s meine Reise weiter u.a. nach New York. Da ich auf einer Durchreise war, blieb ich in New York nur genau 2,5 Tage aber es reichte um sich in diese unglaubliche Stadt zu verlieben und zwar für ewig = forever !!! Diese 2,5 Tage werde ich nie vergessen. Zuerst haben wir (ich war nicht alleine dort) eine falsche Einfahrt in die Stadt genommen, da es ein großer Verkehr dort herrscht, es ist fast unmöglich sich nicht zu vertuen und es ist auch uns gelungen statt City Center Einfahrt zu nehmen, eine nach Harlem, wo wir plötzlich mitten in einer großen Harlem Straße gelandet sind, was man eigentlich nur aus dem Fernseher kennt. Es gab da fast keine Autos nur irgendwelche Wracks, überall standen Blech-Fässer mit Feuer, wo drum herum sich die “Schwarzen” aufhielten, auf beiden Straßenseiten gab´s Wohnblocks aus dunklem Ziegel, schrecklich und fast mit keinen Gardinen in den Fenster, statt Gardinen gab´s Karton und Pappe. Es war am herrlichen Tag, trotzdem haben wir einen Schreck bekommen, unser Auto abgeschlossen und wir fuhren ziemlich langsam um nicht aufzufallen. Diese Bilder werde ich auch nie vergessen können, es war, also ob wir in einem schlechten Film gelandet sind, in einem Getto, aber es war echt….Irgendwann ist es uns gelungen den richtigen Weg nach Manhattan Zentrum zu finden und danach war es WOW…..ich wohnte in einem Hotel in Artdeco Stil, das Zimmer war wunderschön mit zwei Schlafzimmer, ich hab Essen von Chinesen geholt, den Geschmack von der süß-sauer Suppe werde ich nie vergessen, sie schmeckte einfach genial, unten im Hotellobby gab´s eine Telefonzelle, wo ich mit Hilfe einer speziell zu diesem Zweck gekauften Telefonkarte nach Europa meine Mama angerufen habe. Das Telefonat war als eine Überraschung gedacht, da damals in der Welt ohne Handys, Sms und E-Mails, war die Art von Telekomunikation sehr begrenzt und man wusste nicht, wo sich der Reisende genau befindet. Ich habe also meine Mama mit dem Anruf aus New York so überrascht, das wir nur in den Hörer aus Adrenalin und Glück geschrien haben. Es war genial zu sagen: Mama ich bin in NEW YORK !!! Das Hotel befand sich in der direkten Nähe von Empire State Building, was ich erst entdeckt habe als ich das Empire mit der Stadtkarte am ersten Abend gesucht habe und plötzlich stand es da, groß, hoch und AMAZING !!! WOW…..bevor ich es besichtigt habe, hab ich unten paar New Yorker T-Shirts gekauft, eins hab ich bis heute zwar total ausgewaschen aber das werde ich nie entsorgen…..Am nächsten Tag eine Fahrt zur Statue of Lieberty (Freiheitsstatue), nachdem man in der Schlange zur Fähre drei Stunden lang gewartet hat, es war heiß, es war Sommer 1997, es war genial !!! Dann in die Chinatown (die Chinatown in New York City ist die größte Chinatown innerhalb der USA und das kulturelle und politische Zentrum der Chinesen in New York), wo ich irgendwelche chinesische Kleingeschenke gekauft habe, ich weiß es noch, das war eine Schüssel a´la Porzellan mit etwas Glitschigem da drin, eine Art Wunderpasta….danach hab ich noch eine Staten Island Ferry (Fähre) genommen, die Fahrt kostete damals 0,50 Cents, man fuhr dahin, musste umsteigen und dann zurück. Diese Fahrt für 0,50 Cents zeigt einen unglaublichen Blick von Manhattan Insel, z.B. so einen……

Moja miłość do Nowego Yorku zaczęła sią już w roku 1997, w epoce, w której nie było komputerów i telefonów komórkowych, w epoce, w której mając tylko z mapę w ręku udawało się pomimo tego tam pojechać. Ja właściwie nigdy nie chciałam pojechać do Nowego Jorku, a tym bardziej do Stanów. Wtedy w latach 90-tych nienawidziłam Ameryką i Amerykanów. Moją negatywną opinią o nich opierałam jedynie na filmach i wiadomościach telewizyjnych, myśląc przy tym, że Amerykanie nie mają “prawdziwej historii, tak jak my europejczycy, że wszyscy oni noszą broń i pożerają burgery & spółkę i żyją tylko pewnym stereotypem. Do tego momentu nie byłam u nich, nigdy nie poznałam żadnego amerykanina i pomimo tego uważałam, że ich znam. No cóż, Ameryka nie znajdowała się na mojej liście miejsc godnych zobaczenia. Jednak jak to w życiu bywa, moja droga życia poprowadziła mnie do Ameryki i na szczęście dla mnie, w 1997 roku nie odrzuciłam tej propozycji, raczej według zasady, jeśli się taka okazja nadaża, to należy z niej skorzystać. Tak też zrobiłam i poleciałam do Chicago. To był mój pierwszy lot samolotem i wcale niezły początek dla takiej początkującej Amerykanki jak ja. Z Chicago rozpoczęła się moja podróż dalej, m.in. do Nowego Jorku. Ponieważ byłam w dalszej podróży, w Nowym Jorku przebywałam tylko 2,5 dnia, ale to wystarczyło, żeby zakochać sią w tym niewiarygodnym mieści i to na zawsze = forever !!! Tych 2,5 dni nigdy nie zapomnę. Najpierw źle wjechaliśmy do miasta (w podróży nie byłam sama), ponieważ tamtejszy ruch drogowy jest ogromny, jest prawie niemożliwością się nie zgubić i to niestety nam też się udało i zamiast wjechać do centrum miasta wjechaliśmy do Harlemu, gdzie nagle wylądowaliśmy w środku głównej ulicy Harlemu, co tak naprawdę zna się tylko z telewizji. Nie było tam żadnych normalnych samochodów, tylko jakieś wraki, wszędzie stały blaszane beczki z ogniskami w środku, przy których stało pełno “czarnych”, po obu stronach ulicy znajdowały się tylko bloki mieszkalne z ciemnej cegły, okropne i prawie bez zasłon w oknach, zamiast firanek widzieliśmy kartony i papier. To się zdażyło w środku jasnego dnia, ale pomimo tego faktu, byliśmy mocno przerażeni, zamknęliśmy zamek centralny w aucie i jechliśym dalej powolutku, tak żeby nie wzbudzać zbytniego zainteresowania naszą wyprawą. Tych obrazów też nigdy nie zapomnę, czuliśmy się jak w jakimś złym filmie, w geccie, ale to zdarzyło się naprawdę…..Jakoś w końcu udało się nam znaleźć właściwą drogę do centrum Manhattanu i wtedy było już tylko wielkie WOW…..mieszkałam w hotelu w stylu Artdeco, pokój hotelowy był przepiękny, z dwoma sypialniami, kupowałam jedzenie u chińczyka, smak chińskiej zupy słodko-kwaśnej zostanie mi na zwasze w pamięci, smakowała po prostu genialnie, na dole w hotelowym lobby znajdowała się budka telefoniczna, z której przy pomocy specjalnej do tego celu przeznaczonej karty telfonicznej zadzwoniłam do mojej Mamy do Europy. Rozmowa ta była jedna wielką niespodzianką, ponieważ w ówczesnym świecie bez telefonów komórkowych, smsów i maili, sposoby telekomunikacji były bardzo ograniczone i nie wiedziało się, gdzie się podróżujący dokładnie znajduje. Tak więc udało mi się tym telefonem tak zaskoczyć moją Mamą, że właściwie z tej adrenaliny i szczęścia tylko krzyczyłyśmy do słuchawki. To było genialne uczucie, móc powiedzieć: Mamo jestem w NOWYM JORKU !!! Hotel znajdował się obok Empire State Building, co dopiero odkryłam, gdy go pierwszego wieczoru szukałam z mapą w ręku i nagle się pojawił, wielki, wysoki i AMAZING !!! WOW……zanim go zwiedziłam, kupiłam na dole kilka nowojorskich koszulek, jedną mam do dziś, choć jest kompletnie sprana, ale chyba nigdy jej nie wyrzucę……Następnego dnia zwiedzałam Statuę Wolnoćci, po tym jak się wyczekałam w kolejce na prom do Statuły, było gorące, nowojorksie lato 1997 roku, było wspaniale !!! Kolejne miejsce to Chinatown (chińskie miasto w Nowym Jorku jest największym tego typu w Stanach i stanowi chińskie centrum kulturalno-polityczne Nowego Jorku), gdzie nabyłam prezenty, do dziś pamiętam, to była miseczka niby z chińskiej procelany z czymś ślizgim w środku, pewien rodzaj cudownej pasty….potem wsiadłam na prom do Staten Island, który kosztował całe 0,50 centów, prom płynie do Staten Island, tam należy wysiąść, aby się przesiąść na prom powrotny na Manhattan. Dzięki tej przejażdżcie wtedy za 0,50 centów, można podziwiać niewiarygodny widok na wyspę Manhattan, np. taki widok………..

New York City 26.09-04.10.2012 933

 

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s